EKSPERYMENT 25
Nie czuł się gorszy od innych Niemców. Nie czuł się gorszy przynajmniej do tej pory. Nawet… nawet, gdy ogłoszono ten nieszczęsny paragraf… nawet wtedy nie czuł się tak jak teraz. Nie było rewelacyjnie, ale …było dobrze. Tak, to właściwe określenie – było dobrze. Do tego dnia, gdy spotkał ją po raz pierwszy… było dobrze. Aż do spotkania. Zupełnie przypadkiem.
Nawet mu to wtedy pochlebiło, teraz jednak było inaczej. Świadomość, że nie był to, jak naiwnie sądził, przypadek, a także same okoliczności jakie doprowadziły do zawarcia tej znajomości… Traktował to spotkanie, właściwie, każde z tych spotkań – poprawił się w myślach – jako inwestycję we własne życie. Tak, inwestycja we własne, długie życie. Uśmiechnął się gorzko do swoich myśli i otworzył drzwi kawiarni.
- A zatem panie Traum? – kobieta delikatnie przesunęła się w jego kierunku. – Czy ma pan dla nas coś ciekawego? Coś, co… powiedzmy, że przekonałoby nas do …- z fascynacją patrzył na jej niemal porcelanową twarz, popielate włosy, starannie uczesane w fale, wielkie błękitne oczy i uśmiech, który dla postronnego obserwatora mógłby wydawać się figlarny -… dalszej małomówności i szczodrości względem Pana? Taki mężczyzna z pewnością ma duże potrzeby – delikatnie przesunęła dłoń po jego policzku- ... a paragraf 175 jest … taki …nieubłagany…– strzepnęła niewidoczny pyłek z jego ramienia, niemal opiekuńczym gestem. – Chyba zdaje pan sobie sprawę, że jest osobą niezwykle interesującą. I to nie tylko dla moich pracodawców, ale dla pańskiej nowej pracodawczyni, że o jej protektorze nie wspomnę. – Kolejny promienny uśmiech jakim go obdarzyła ukazał niewielkie, równe i białe zęby.- Rewelacje jakie wiemy na pański temat panie Traum mogły by być szokiem. I proszę nie mówić, że zajmuje pan zbyt wysoką pozycję. Ernst też tak mówił i oboje wiemy, że niewiele to dało. Z resztą nie oszukujmy się. Gdyby nie pańska pozycja to spotkanie nigdy nie miało by miejsca. A zatem? – uśmiechnęła się promiennie. – Ma pan coś dla nas? – Wzięła jego dłoń. Uścisk stawał się coraz mocniejszy. – Coś wyjątkowego… coś, co warte jest pańskie życie?
- Otworzono nową sekcję. Sekcję o numerze 668…
- Panie Traum – obcesowo przerwała. -Marnuje pan mój czas, a przez to czas moich pracodawców. Od tygodni wiemy, ze istnieje ta komórka. Zresztą… bądźmy szczerzy - upiła łyk kawy-banda ekscentrycznych laborantów… niech mnie pan nie rozśmiesza. Nie ma wśród nich ani jednego fizyka, ani jednego matematyka… nie ma nawet chemika. Cokolwiek robią… jest to mało… że się tak wyrażę niebezpieczne. Oboje doskonale wiemy, że jedynie informacje o Wydziale I mają jakąkolwiek wartość dla mojego rządu. – Starannie odstawiła filiżankę na spodeczek. - Gdybyśmy chcieli wiedzieć jak czują się króliki zwerbowalibyśmy czyściciela klatek, a gdybyśmy interesowali się kolejnymi wykopaliskami pseudonaukowców zajmujących się starożytnościami germańskimi, być może panie Traum pańskie informacje na temat sekcji 668 miały by jakieś znaczenie… Tak więc panie Traum poproszę o konkrety. Konkrety dotyczące Wydziału I. I niech będą warte tego, co dostaje pan w zamian.
- To pani chyba nie rozumie. Sekcja 668 może i jest zarejestrowana jako laboratorium archeologiczne pod auspicjami Ahnenerbe, ale to coś więcej. Coś … coś dużo większego. Pani rząd… tak naprawdę nikt z was nie ma pojęcia…- przypomniał sobie, że dla postronnego obserwatora, a przede wszystkim dla jego „opiekuna” ma to być zwykła randka. Jedna z wielu jakie miał z tą kobietą. Niezdarnie wziął ją za rękę.- Od miesięcy pracują nad… nad czymś czego nie rozumiem, a przynajmniej to co się nasuwa jako oczywiste jest nie do przyjęcia. – Przysunął jej dłoń bliżej siebie, tak że musiała się pochylić. – Proszę posłuchać. Normalnie dostęp do laboratoriów jest …nie jest czymś trudnym dla człowieka z moją pozycją, zwłaszcza do takich laboratoriów. W końcu to tylko wykopaliska, prawda? a jednak tam… tam… zajęło mi kilka tygodni by się tam dostać. I prawdę mówiąc sam nie wiem jak mi się to udało. Straciłem już nadzieję, kiedy nagle mnie przeniesiono. Do tego te wyjątkowe środki ostrożności…
- No dobrze. Cóż więc za badania prowadzi sekcja …668, że uważa Pan je za wartościową wiadomość? Wiadomość, która …
- Mówiłem Pani, że nie do końca to rozumiem – nie pozwolił jej dokończyć. – Potrzebuje czasu, by dowiedzieć się dlaczego… i przede wszystkim jak?
- Co dlaczego i jak? Proszę mówić z – szukała odpowiedniego słowa- … większym sensem.
- Powiem pani tyle ile wiem. Jakkolwiek dziwnie by to brzmiało. – Popatrzył w jej wielkie oczy.- Przywozimy do laboratorium żołnierzy. Nie wszystkich, tylko tych, którzy wykazali się szczególną odwagą, odznaczonych za bohaterstwo, takich, którzy byli na froncie i wiedzą czym jest walka, oddanych Rzeszy i Führerowi… że się tak wyrażę żołnierzy wartościowych. Cennych dla Niemiec.
- Badania psychologiczne? Dodatkowe szkolenia? Nie widzę w tym nic niezwykłego. Chyba że to modyfikacje genetyczne - był prawie pewien ze przez moment jej twarz rozjaśnił wewnętrzny blask - ale badania są dopiero w fazie początkowej… Prawda? Poza tym w sekcji nie macie medyków… chyba… chyba, że nasze dane nie są pełne… - patrzył jak przez ułamek sekundy jej porcelanowa, nieskazitelna twarz przypominała ludzką. Niepokój jaki się na niej odmalował był … po prostu ludzki.
- Nie …raczej nie. – Zastanawiał się jak to powiedzieć by nie uznała, że zwariował. - A właściwie to … z całą pewnością nie.
- Nie wiele więcej możecie z nimi zrobić. Mogą być najlepszymi żołnierzami, ale to tylko ludzie.
- Bo widzi pani …Ci żołnierze… oni… Oni tak jakby, to znaczy… - sam nie wierzył, że to mówi. – Oni polegli na froncie. Kiedy przywozimy ich do laboratorium są już martwi.
- Panie Traum nie bardzo rozumiem do czego pan zmierza. I w jakim stopniu badania na zwłokach mają być czymś niezwykłym. – Jej twarz znów była nienaturalnie doskonała. - Takie zadania wykonują już studenci pierwszego roku medycyny. Co w tym niezwykłego. Fascynacje waszych naukowców pseudomedycyną są powszechnie znane. Nie potrzeba do tego wywiadu. Wystarczy pierwsze z brzegu pismo medyczne. Chyba, że nowością ma być to, że zaczęli wykorzystywać niemieckie zwłoki, a nie jak dotychczas żywych Żydów.
-Tak, ale… proszę nie myśleć, że zwariowałem, ale… część z tych żołnierzy i…- jeszcze przez moment się wahał, nawet dla niego, to co chciał powiedzieć brzmiało niedorzecznie- i jestem tego całkowicie pewien. – Pośpiesznie dodał - …widziałem ich później na terenie laboratorium.
-Skoro ich tam przywieziono. – Sarkazm w jej głosie był wyczuwalny od pierwszego słowa.- Panie Traum ta rozmowa zmierza donikąd. Przekażę odpowiednim osobom, że marnuje pan nasz czas i nasze pieniądze.
- i…ja naprawdę nie zwariowałem. – przełknął ślinę - żyli. Ci żołnierze, których tam przywieziono z frontu, później żyli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz